Grzegorz Turnau w Ósemce



Dziewiąty kwietnia, dzień jak co dzień. Słodkawe, przyciężkawe powietrze cyrkulujące na trasie "aula - reszta świata", powoli przemieszcza się przez uchylone okna. Lekko znudzeni uczniowie z iście umiarkowanym podnieceniem, oczekują na przyjście gościa..
A oto i gwóźdź programu - Grzegorz Turnau - pianista, poeta, kompozytor i muzyk, krótko mówiąc: człowiek orkiestra. Gromkie brawa, ciepłe przywitanie, łyk "Kropli Beskidu". Z właściwym sobie stoickim spokojem, pan Turnau odpowiadał zarówno na pytania prowadzących, jak i na te zadane przez publiczność. Kategorycznie odmówił jednak opowiadania o swoim życiu prywatnym, co jest niezwykłą rzadkością w dobie jednostajnie przyspieszonego, medialnego barteru.
Powszechną wesołość wśród zgromadzonych budziły wspomnienia artysty z czasów licealnych. Opowiedziana anegdota o udziale w Studenckim Festiwalu Piosenki, była jedną z nielicznych okazji do spontanicznego uśmiechu. To, co zaprezentował swoją osobą pan Turnau, dalece odbiegało od moich wcześniejszych wyobrażeń. Bardzo cieszy mnie fakt, że są jeszcze w tym kraju artyści, którzy mają coś do zaoferowania swojemu audytorium - coś więcej niż "przyp.. mikrofonem o wzmacniacz". Pisząc "coś więcej" mam na myśli całkowite przeciwieństwo chałtury, która dobija się do naszych drzwi i okien. Ale jak to mówią, sztuka obroni się sama.
Chyba nikt nie zaprzeczy, że środowe spotkanie różniło się od "tych poprzednich", w których mieliśmy przyjemność uczestniczyć. Może to za sprawą pięknej muzyki granej na żywo, może zawdzięczamy to po prostu gęstej aurze tajemniczości, która szczelnie otacza postać pana Turnaua.

autor: khuk