Nadzieja na dojrzałość
Matura z języka polskiego. Podstawowe narzędzie Egzaminu, które ma sprawdzić naszą "dojrzałość". Przygotowywana przez ekspertów, ludzi obiektywnie najlepszych w swoim fachu. Niedouczonym nie da przepustki na studia.
I nikt nie zauważa, że ta część matury jest całkowicie nieżyciowa. Bezwzględnie, totalnie, absolutnie. Ale przeprowadźmy rozumowanie po kolei.
Najistotniejsza dla nas jest tak zwana "długa wypowiedź pisemna". Czymże ona zwykła być? Zwykłe wypracowanie, prostsze lub trudniejsze. Znaczenie ma tu metoda sprawdzania. Magiczny jednosylabowiec "klucz". Określa on wszystko, co musi się w pracy znaleźć. Jeśli maturzysta fantastycznie zrealizuje temat, ale jego fantastyczna realizacja nie mieści się w kluczu - proszę nam wybaczyć, zero punktów.
Co na to życie? Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy czytając książkę, artykuł w gazecie, cokolwiek, zastanawiamy się na przykład "a napisano to poprawnie według klucza?". Żaden rozsądny czytelnik czegoś takiego nie robi. Mi osobiście podoba się właśnie oryginalne, nieszablonowe podejście do tematu tak w formie jak i treści. Sam wyraz "szablon" budzi u mnie dość powiedzieć pogardę, lub choćby grymas zniesmaczenia.
Ale tego uczy nas matura. Nie samodzielnego myślenia. Nie umiejętności wnioskowania, prowadzenia logicznie spójnych przemyśleń, czy w końcu oryginalnej realizacji tematu. Żeby zdać Egzamin, trzeba posiąść zdolność wstrzeliwania się w klucz. Innymi słowy, trzeba stać się bezwolnym, działającym według schematu automatem. O, wtedy ma się 90% punktów w kieszeni!
Inną, czysto techniczną sprawą, jest sama forma pisania. We współczesnym nam świecie dobry tekst, nawet krótki, powstaje nawet kilka dni. Z jednej tylko prostej konieczności, a nazywa się ona redakcja. To, co napiszemy, musi zostać przeczytane przez osobę trzecią, zanim powstanie ostateczna wersja. Autor nie jest w stanie samodzielnie poprawić własnego dzieła: tysiąc razy przeczyta to samo zdanie i nie będzie widział w nim oczywistego błędu, niezręczności. Gdyby jednak już musiał to zrobić, to działanie jest proste: odkładamy "gotowy" tekst, idziemy na
spacer, skręcamy do sklepu po nowe spodnie, wchodzimy do restauracji na obiad, umawiamy się z dziewczyną. Wracamy do tekstu i dopiero wtedy nasz umysł jest gotów na wyłapanie własnych potknięć. Jak sprawa ma się w tym przypadku z maturą - niech każdy odpowie sobie sam.
Wnioski? Ci, którzy maturę zdadzą na 100% albo są geniuszami, albo już totalnie dali się "upupić". Jeśli ktoś czytał Gombrowicza, doskonale wie co to znaczy.
autor: DW